I ten potworny stan, kiedy twoi przyjaciele obrażają się tak naprawdę bez powodu, a osoba, która nie żywi do ciebie urazy, w tej chwili, np. śpi, albo wyjechała. To okropne uczucie, że znów musisz zagłuszyć samotność komputerem, mimo, że bolą cię już oczy. Lęk, że po raz kolejny wszystko się rozsypie. Zawsze kiedy już jest dobrze, potem nagle musi być źle.
O, dźwięk sms-a. O, następny.
I znów na usta wpełza blady uśmiech, jednak, co zrobić z obrażoną koleżanką?
I jak wykorzystać tę noc?
Napisać referat z fizyki, skorektorować opowiadanie, posprzątać górę ubrań piętrzącą się na łóżku, iść spać?
Tęsknię do czegoś.
Tęsknię za kimś.
Kamień nostalgii gniecie mi żebra.
Dobranoc.
piątek, 31 maja 2013
opowiadanie - 'Demon' cz. II
CD.
- Jak to? - zapytał z przerażeniem w głosie. Nie cofnął się jednak. Usiadł na brązowym dywanie zgniłych liści. Liści pokrytych pleśnią, tak, jak moje serce.- Jesteś pewien, że chcesz to usłyszeć? - zapytałam, osuwając się na ziemię.
- Tak. W końcu jestem twoim przyjacielem.
- Od czego by tu zacząć... - szepnęłam, czując, jak wielka kula wypełnia moje gardło. Spojrzał na mnie, próbując dodać mi otuchy. Chyba nie wierzył w moje słowa. Myślał, że zwariowałam. Było mi już wszystko jedno. Patrząc przed siebie nieobecnym wzrokiem, zaczęłam swoją opowieść.
- Jakiś czas temu, to będzie około dwóch tygodni, a może miesiąc temu...
- Czyli od kiedy zaczęłaś się dziwnie zachowywać.
-... przyśnił mi się pewien sen. Widziałam w nim siebie, śpiącą spokojnie i tajemniczą postać nade mną. Mężczyzna brał do ręki poduszkę, uśmiechał się złowieszczo, po czym zaczynał mnie dusić. Wyrywałam się, krzycząc, lecz nikt mnie nie słyszał. Potem postać brała to, co miałam najcenniejsze - moje rękopisy - i paliła je, śmiejąc się do siebie .
Zapadła chwilowa cisza. Musiałam zebrać myśli.
- Na początku sądziłam, że to tylko zły sen. Nie przejęłam się nim zbytnio. Motyw śmierci i tortur jednak, zaczął przewijać się w moich snach coraz częściej...
- To tylko sny...
- Pewnego dnia go zobaczyłam. Mężczyznę z moich snów. Uśmiechnął się do mnie 'tym' uśmiechem. Zaczęłam uciekać. Już wiedziałam. Byłam pewna, że po mnie wróci.
Nagle zerwał się wiatr. Zsunął wstążkę z moich włosów. Ogarnął mnie chłód. Zaczęłam się trząść.
- Zakopałam w ziemi wszystkie moje teksty, zrobiłam ich kopie na komputerze. Nie spałam całe noce. Byłam pewna, że w końcu po mnie przyjdzie.
- To dlatego wciąż miałaś cienie pod oczami...
- Zaskoczył mnie. Pewnego wieczoru udałam się na bal maskowy. Zrobiłam to tylko po to, żeby nie zastał mnie w domu. Na niebie widniał księżyc czerwony, jak krew. Stałam przy ścianie. Nagle, jakiś chłopak poprosił mnie do tańca. Chciałam stwarzać pozory, więc przystałam na jego propozycję. Tańczyliśmy, gdy wnet uświadomiłam sobie... TEN wzrok. JEGO wzrok.
- Chwila, przecież mówiłaś, że napastnik był mężczyzną. Tańczyłaś zaś z młodym chłopakiem...
- Mój partner się uśmiechnął, a ja, wystraszona, pobiegłam do łazienki. Przewróciłam się przed samym wejściem i niemal doczołgałam się do środka. Serce próbowało zniszczyć barierę z żeber, uderzając o nie z niebywałą siłą. Myśli błądziły wokół jednego słowa: 'koniec'. Oddech stał się szybki, urywany. Starałam się go wstrzymać, aby nie dać bandycie przewagi, by nie słyszał choćby najcichszego szmeru. Wbiegłam do kabiny, próbując zamknąć za sobą drzwi. Niestety, ktoś urwał zamek. Słyszałam zbliżające się kroki... Szybko wyciągnęłam z torebki scyzoryk, który zawsze nosiłam przy sobie. Nie oddychałam. Nagle, usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi tuż obok. 'Zaraz tu wejdzie' - myślałam. Nie myliłam się. Nie minęła sekunda, gdy zobaczyłam znajomą twarz w drzwiach kabiny. Napastnik miał w ręku gruby szal. Przerażona, nie potrafiłam wydać z siebie najmniejszego dźwięku. Musiałam działać błyskawicznie. Wskazałam palcem przestrzeń za nami, a gdy chłopak się odwrócił, wbiłam mu w plecy ostre narzędzie. Po lewej stronie... Nie wiem, skąd wzięło się we mnie tyle energii, ale odepchnęłam go i zaczęłam uciekać co sił. Nie gonił mnie. Nie widziałam go, ani nie śniłam o nim od tej pory...
W końcu spojrzałam na swojego słuchacza. Ku mojemu zdziwieniu, jego oczy były zaokrąglone i widziałam w nich wiarę i zrozumienie.
- Broniłaś się...
- Jak to udowodnię? Nie mam nawet najmniejszego zadrapania... Poza tym, to mnie nie usprawiedliwia. Jestem morderczynią. Nie jestem już człowiekiem. Nie potrafię nawet płakać...
- Nie mogłaś postąpić inaczej. Chciał cię zabić.
- To były sny...
- Fakt, że stał przed tobą z szalikiem, też był snem? Nie? No właśnie. Wstawaj, idziemy o wszystkim powiedzieć policji.
- Nie mam prawa żyć... Jestem zabójcą. Jestem zła. Potwór. Muszę... Muszę ze sobą skończyć - to mówiąc, próbowałam wydostać nóż z mojej torebki. W tym momencie chwycił ją i rzucił daleko. Złapał mnie za rękę i spojrzał mi prosto w oczy.
- Musimy iść na policję, rozumiesz? - zapytał spokojnie, aczkolwiek stanowczo. Kiwnęłam głową.
- Świetnie. Chcę cię znów widzieć wśród żywych - to mówiąc, ścisnął mocniej moją dłoń i zaczął ze mną opuszczać las. Wtem jednak, stało się coś nieoczekiwanego. Zza dużego drzewa wychyliła się potworna postać z szalem w dłoniach - całym ubroczonym krwią. Przerażona, schowałam się za moim przyjacielem.
- Kim jesteś? Skąd przychodzisz? - zapytał mój towarzysz.
- Jestem jej ojcem. Przychodzę z Piekła - odparł mężczyzna.
Wystraszona, wtuliłam twarz w kurtkę chłopaka. Nie ważyłam się odezwać. Duch. Duch zabójcy przyszedł po mnie.
- Sądziłaś, że ze mną skończyłaś? Jesteś śmieszna. Czy widzisz gdzieś jakieś blizny, ślady pchnięcia nożem? Jestem duchem. Nie żyję. Ty wkrótce także będziesz martwa.
- Skoro jesteś jej ojcem, to dlaczego chcesz ją skrzywdzić? - spytał mój kolega, po to tylko, aby przedłużyć czas, nim nadjedzie nieubłaganie chwila śmierci. Naszej śmierci. Sam dostrzegł beznadziejność naszego położenia. Czy można zabić ducha?
- Całe życie poświęciłem pisarstwu. Całe życie! W końcu oszalałem. Stałem się dzikim cmentarzem niespełnionych nadziei i pragnień. Włożyłem tyle wysiłku w książki, które były tak infantylne, że nikt nie chciał ich czytać. Wyrzekłem się rodziny, przyjaciół, a nawet samego siebie. Gdy byłem już u kresu życia, zacząłem zabijać i kraść, by zdobyć pieniądze na jedzenie. Byłem wrakiem człowieka. Umarłem w kompletnym zapomnieniu. Moje ciało nie zostało nawet pogrzebane. Zjadły je robaki i wyleniałe kruki, śpiewające nad nim swoją smętną pieśń.
- Ale czemu postanowiłeś zabić swoją córkę?
- Ponieważ osiągnęła bez wysiłku to, co nigdy mi się nie udało. Pisze. Dobrze pisze. Ma przyjaciela. Prawdziwego, nie bandę sępów, żerujących na niej. Ma rodzinę. Czemu ja, który tak się starałem, nie zostałem pisarzem? Czemu ona, która nie docenia swojego talentu i chowa wszystko do szuflady, jest szczęśliwa? Nie zasługuje na szczęście! Zostanie potępiona, jak jej ojciec. Spalę wszystko, co kiedykolwiek napisała!
Wtedy, w mojej oszołomionej głowie, ukazała się słaba myśl. Aby zabić demona, a raczej żeby sprawić, że wróci tam, skąd przyszedł, potrzebny jest ogień. Trzeba go podpalić, pozwolić mu płonąć. Wiedziałam dobrze, że mój przyjaciel pali papierosy. Wsunęłam niepostrzeżenie dłonie do kieszeni jego jeansów. Jest! Zapalniczka. Nie miałam w sobie dość odwagi, by zniszczyć ducha. Delikatnie wsunęłam przedmiot w dłoń chłopaka. Zrozumiał. Ścisnął ją mocniej, po czym przemówił.
- Masz jeszcze szansę na szczęście. Możesz wybrać niebo. Naprawić błędy.
- Dla mnie jest już za późno.
- Nigdy nie jest za późno. Pamiętaj moje słowa. Masz jeszcze szansę - to mówiąc, powoli zbliżył się do ducha.
- Jestem zły. Na zawsze pozostanę zły.
Wtedy mój przyjaciel nagle upadł przed demonem. Sądziłam, że się potknął i zatkałam usta, by nie krzyknąć. On jednak zrobił to umyślnie. Podpalił stopy ducha, po czym błyskawicznie powstał. Potwór zaczął się spalać czerwonym, gorącym płomieniem. Złapałam mojego towarzysza ze rękę i zamknęłam oczy.
- Jeszcze masz szansę - wyszeptał chłopak, a jego ręka się zatrzęsła. - Nigdy nie jest za późno.
Niestety, nie znalazłam w internecie obrazka, nawiązującego jakoś do mojego tekstu, nawet dobrego demona. Mam nadzieję, że opowiadanie się podobało, mile widziane komentarze :). Dziś miałam wenę, toteż dokończyłam wreszcie opowiadanie o miłości pt. 'Chcę cię dotknąć'. Przepiszę, gdy będę mieć wolną chwilę.
Marzę o tym, by w końcu przeczytać 'Marinę' autorstwa mojego ulubionego pisarza - Carlosa Ruiza Zafóna. Uwielbiam go, jest geniuszem.
Skończyłam czytać książkę 'Kot który czytał wspak' Lilian Jackson Brown. Można się przy niej rozerwać, jednocześnie dowiadując się trochę o sztuce. No i to, co dla mnie w książce najważniejsze - jest napisana dobrym językiem. Nie takim, jak pisze Zafón, ale też nie tak znienawidzonym przeze mnie językiem prostych (bo nie każdych, znam wyjątki od tej reguły) książek młodzieżowych. Szybko się czyta. Wypożyczę kolejny tom.
Dzień jakiś taki spokojny... Dawno takiego nie było.
Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wam miłego wieczoru.
PS. Przepraszam za te 'i' oraz 'w' na końcu wersów, nie potrafię tego poprawić.
czwartek, 30 maja 2013
Opowiadanie - 'Demon' cześć I
Witam.
Nie wiem, czy zdążę przepisać całe opowiadanie, nim mój brzuch zmusi mnie do pójścia spać. W razie czego, ciąg dalszy poznacie jutro.
DEMON
Szliśmy obok siebie, lecz jakby oddzieleni murem, obcy. Dookoła leżały zeschłe liście, wiatr cicho śpiewał swoją piosenkę. Wciąż patrzyłam na swoje buty, nie mając odwagi podnieść wzroku. Nagle stało się coś, czego nie przewidziałam. Szybko złapał mnie za rękę i podwinął rękaw jesiennego płaszcza. W jego oczach czaiły się złość, bezsilność, niedowierzanie.
- Znów to zrobiłaś! Przecież obiecałaś! - wykrzyknął, przyglądając się świeżym ranom na moich rękach. Próbowałam się wyrwać, ale wtedy on wzmocnił swój uścisk.
- Dlaczego? - zapytał szeptem.
- Nie zrozumiesz - odparłam głucho. Gdy tylko uścisk jego dłoni stał się słabszy, opuściłam rękaw ponownie. Spojrzał na mnie przepełnionymi bólem oczami, a ja nie mogłam tego znieść. Znów utkwiłam wzrok w liściach, które cicho chrzęściły pod naszymi stopami. Nie odzywaliśmy się do siebie przez resztę drogi. Byłam pewna, że on również - jak wszyscy inni, nie wytrzyma. Zostawi mnie samą w środku lasu, płaczącą, smutną, samotną.
- Uwierz, gdy opowiesz komuś o tym wszystkim, będzie ci lepiej - spróbował jeszcze raz.
- Wcale nie - szepnęłam.
- Być może, nasza przyjaźń dzięki temu jeszcze się wzmocni... Proszę, powiedz, co cię trapi.
- Ja... Nie chciałam! - krzyknęłam nagle, po czym zaniosłam się płaczem. Próbował otoczyć mnie ramieniem, ale uniemożliwiłam mu to, wyrywając się histerycznie.
- Co się stało?
- Zrobiłam coś bardzo złego.
- Czy ty..?
- Zabiłam człowieka.
CD. JUTRO...
Zatem do jutra. Mam nadzieję, że opowiadanie przypadnie wam do gustu.
środa, 29 maja 2013
brak tytułu
Witam.
Dzień był dobry, aż do wieczora. Właśnie. DO WIECZORA.
Mieliście kiedyś wrażenie, że bliska osoba was niszczy? Że rodzina mówi, że was kocha, ale tak naprawdę nie chce waszego szczęścia. Jest o nie... zazdrosna? Czy czuliście kiedyś, że dom w którym mieszkacie nie jest waszym domem, a jedynie pustym, nieważnym, zimnym budynkiem? Czy mieliście wrażenie, że tu nie pasujecie? Czy rodzicielka zabraniała wam zapraszać do domu przyjaciół, choć wiedziała, że samotność działa na was destrukcyjnie? Może wy również, gdy tylko pojawialiście się w domu, musieliście słuchać krzyków i obelg przy koleżance, bo 'ciocia jest chora, więc jestem rozdrażniona' lub tak, po prostu. Nie, nie jestem święta. Jednak bardzo mnie to wszystko boli. Przepraszam was za te zwierzenia, ale tak naprawdę nie mam komu o tym powiedzieć. Chciałabym uciec, uciec i nie wrócić, lub zasnąć i nigdy już nie otworzyć oczu...
Żalę się, a przecież jest wielu ludzi, którzy mają gorzej...
Jutro przepiszę jakieś dłuższe opowiadanie, gdy będę miała czas, dziś musi wam wystarczyć wiersz. Zaraz jakiegoś poszukam...
Napisane dawno temu:
***
Płacz
odbija się echem od ścian.
Smutek
rozrywa serce na milion kawałków.
Oczy
mokre od łez i od złości.
Nikt mnie nie słyszy.
Nikt nie da mi ciepła,
miłości.
Zawiodłam.
Choć błagam o wybaczenie,
to go nie otrzymam.
Siedzę sama pośród pustki słów,
zimna czynów
i pleśni niewypowiedzianych myśli.
Choć płaczę,
nikt mnie nie usłyszy.
Nikomu się nawet nie przyśni.
Już nie ma mnie.
Nie ma nas.
Jest tylko łkające ciało.
Niczyje.
PRZYJACIEL
Krzyczałam,
lecz ty odwróciłeś wzrok.
Płakałam,
ale ty zatkałeś uszy obojętnością.
Tupałam,
chcąc, byś zwrócił na mnie uwagę.
Milczałeś.
Czerwony kwiat w moim sercu
stał się czarny.
Opadły płatki,
kolce pokuły mi duszę.
A Ty stałeś bezdusznie,
wbijając we mnie sztylet obojętności,
szepcząc bezsłownie :
'radź sobie sama'.
I odszedłeś
Przyjacielu
zostawiając mnie samą,
pośród ciemnej nocy
i lasu czarnych myśli.
Notka, co prawda dziś nieprzemyślana, ale wybaczcie, jak widać w pierwszych zdaniach jestem troszeczkę zestresowana. Nawet nie czytałam, czy te wiersze się nadają...
Mam ochotę obejrzeć dobry horror, jednak z moim internetem pozostanie to w swerze marzeń.
Wczoraj czytając książkę 'Kot który czytał wspak' Lilian Jackson Braun, natrafiłam na ciekawą myśl: '[...] w dzisiejszych czasach ludzie uprawiają kult śmierci'. Zgadzam się z tym.
Cóż, na zakończenie, dziękuję mojej przyjaciółce, która spędziła ze mną dzisiejszy dzień. Byłam taka radosna, póki nie weszłam do domu...
Muszę wymyślić coś, co pozwoli mi tam nie wracać. Internat?
Nie mam nic przeciwko melancholii, często bywa nawet konstruktywna. Jednak stres, rozpacz i desperacja, to już co innego...
Na zakończenie, zdjęcie mojej przyjaciółki (tak, jestem troszkę wykończona psychicznie, toteż nie chce mi się szukać czegoś w necie). Mam nadzieję, że Gosia się nie obrazi ;).
To okropne uczucie miażdżące ci żebra. Psychiczne zmęczenie życiem, niszczące cię od środka. Brak zrozumienia ze strony dorosłych, którzy uważają, że przeżywasz teraz swój najlepszy czas.
Tak. Nic nie rozumiem. Iść spać jak najpóźniej, by przespać większość dnia - oto mój plan na dziś.
Miłych snów.
niedziela, 26 maja 2013
Jest późno, nie mam pomysłu na tytuł
Witam.
Cóż, jest dość późno, zatem oszczędzę sobie refleksji. Jutro (właściwie dziś, w końcu już 00:49) jadę na wycieczkę z rodziną, toteż przez 2 dni nic nie dodam. W ramach rekompensaty wstawiam wiersz. Napisany w sobotę o 24:21. Miłego czytania.
TO JA
Słyszysz?
To ja
roztrzaskuję się o krawędź chodnika.
To ja
gubię sens życia wśród korytarza drzew.
To ja
tracę oddech od zapachu istnienia.
To ja
całuję śmierć w kościste wargi
każdego ranka.
To ja
śpiewam smętną piosenkę podążając naprzód.
To ja
czuję, jak serce przestaje mi bić, gdy o Tobie myślę.
To ja
boję się, że w końcu mnie zostawisz.
Samą pośród czarnej krwi, którą wypluwam,
pośród chłodu piwnicy niewiedzy i bezsensu.
To ja
patrzę Ci w oczy z niemym błaganiem.
Z przerażeniem.
Z bezsilnością gniotącą mi serce.
To ja,
prawdziwa, jakiej jeszcze nie znasz.
Zagubiona,
smutna,
nieżywa.
To ja.
Zaczekaj!
Podaj mi dłoń i obiecaj, że zostaniesz,
gdy znów będę zapadać się w bólu.
Gdy umrę ostatecznie,
pozwól
bym twoje imię miała na ustach,
twoje wargi na moich wargach
i zaufanie w gasnących źrenicach.
Pomóż mi,
gdy znów będę umierać,
bym mogła powstać.
Dla Ciebie.
Dla Nas.
Dobrze, gdy jest ktoś taki, kto wyciąga nas z przepaści beznadziei i smutku. Takiego kogoś wam życzę.
Aż mi przykro, że nie ma tu dziś żadnej refleksji. W takim razie napiszę wam mądre zdanie, które powiedziała mi kiedyś pewna osoba:
'Jezus jest Synem Bożym, a mimo to, nie wszyscy ludzie go popierali. Zatem rób to, co czujesz, nie zważając na to, co myślą o tym inni.' Moje dzisiejsze przemyślenia uparcie kręciły się właśnie koło tematu nie przejmowania się opinią innych. Najgorsze jest to, gdy ktoś dla ciebie ważny nie akceptuje tego, co robisz.
Rozmyślałam też o tym, że może wszystko, przez co przeszłam, ma za zadanie sprawić, że będę potrafiła zrozumieć każdego. Może taki jest mój cel - pomagać innym, potrafić wczuć się w ich sytuację, zrozumieć tych, których nikt nie rozumie?
Cieszę się, że istnieją osoby, które pomagają mi żyć i dla których warto żyć. Wiem, że gdy znów dopadnie mnie smutek, przyćmi on wszystko, ale warto być spokojnym choć przez chwilę, choć przez sekundę czuć się... szczęśliwym?
No i coś jednak napisałam, ale nie wypowiem się na temat jakości tego posta - jest 01:40.
Myślisz, że wiesz o mnie wszystko, a tak naprawdę wiesz niewiele. I nie zdajesz sobie sprawy, jakie uczucia we mnie wywołujesz mówiąc, żebym nie zrobiła czegoś, co zrobiłam już zanim cię poznałam. Dzięki tobie przestałam. Czy bezpowrotnie?
Wiem, że nic nie rozumiecie. Nie mogę napisać otwarcie, o co chodzi, bo ktoś się domyśli ech...
Mimo wszystko, chyba większość z was zmieniła coś w swoim zachowaniu, poznając kogoś ważnego dla was.
Życzę miłych snów.
obrazki biorę ze strony: https://www.facebook.com/pages/Mroczna-Kraina/112560978936483?ref=ts&fref=ts
sobota, 25 maja 2013
Sport, sen, deszcz i za duża męska bluza
Witam.
Dziś notka będzie wcześnie, jak na moje możliwości. Niedawno wróciłam z basenu. Uwielbiam biegać i pływać, to mnie wyzwala, czuję taką niesamowitą łączność z samą sobą, ze swoim ciałem, każde drobne zwycięstwo jest tylko moje. Nie potrzebuję żadnych rekwizytów, każdy ruch zależy ode mnie. Czuję się wolna, prawdziwa, szczęśliwa. Lekka. Żywa. Problemy na jakiś czas zdają się być mniej ważne, błahsze. To daje mi wytchnienie. Tak. Nie wiem, jak kiedyś mogłam żyć bez tego wszystkiego.
Niedawno skończyłam czytać książkę S. Kinga - 'Bezsenność'. Przebrnęłam przez nią z trudem, szczerze mówiąc, nie podobała mi się. Zastanawiałam się, czemu uchodzi ona za horror, skoro ani razu nie poczułam nawet dreszczy. Odpowiedź przyszła niebawem. Po lekturze, cierpię na bezsenność, jak główny bohater powieści. Budzę się nad ranem i nie mogę już zasnąć, lub w ogóle nie mogę pogrążyć się we śnie. Mam nadzieję, że wkrótce to minie.
Pamiętam, że pisałam kiedyś jakiś dialog o śnie. Zaraz poszukam... Jest.
- Czemu znów płaczesz?
- Sen.
- Kiedyś modliłaś się o sny.
- Kiedyś. Wtedy naprawiały mój świat, pozwalały oddychać. Dziś mnie zabijają.
- Sny mogą zabić?
- Tak. Jeśli koszmary są tak realistyczne, zaczynają splatać się z twoim życiem. Przestajesz odróżniać jawę od obrazów stworzonych przez twoją podświadomość. Budzisz się pełen lęku i jeszcze bardziej zmęczony, niż się położyłeś. Śpisz coraz więcej, gdyż chcesz wreszcie wypocząć, tymczasem, dzięki temu, jeszcze mocniej zaciera się ta nieuchwytna granica między jawą, a snem, dobrem i złem, życiem i śmiercią. Nie wiesz już nic, a każdy oddech staje się zagadką. Co dzieje się naprawdę, a co jest tylko kłamstwem? Człowiek przestaje ufać samemu sobie, nie wie, co robić i boi się, że nie zdąży zawrócić w tej nieustannej drodze do szaleństwa.
- Co ci się dziś śniło?
- To właśnie najbardziej mnie przeraża. To najgorszy koszmar, jaki miałam do tej pory.
- Krew? Robactwo? Ciało w stanie rozkładu? Demony?
- Nie, to coś o wiele gorszego.
- Ktoś chciał cię zabić?
- Śniło mi się, że osoba, której ufałam bezgranicznie, chciała zrobić mi krzywdę. Był to sen tak żywy, tak namacalny... Najbardziej bolało mnie to, że darzyłam go takim zaufaniem...
- Najbardziej ranią nas ludzie, których kochamy.
- Gdy się obudziłam, nie mogłam powstrzymać łez. Choć wiem, że tym razem to tylko sen, to coś takiego mogłoby zdarzyć się naprawdę.
- Teraz boisz się, że nikomu nie można ufać? Obawiasz się, że to był sen proroczy?
- Tak. Ta granica znów się zaciera, nie jestem do końca pewna, co się wydarzyło, a co nie i czy ty sam nie jesteś wytworem mojej wyobraźni.
- Zatem, czemu mi o tym wszystkim mówisz?
- Bo mimo tego snu, nadal ci ufam i wiem, że możesz uratować mnie od szaleństwa.
- Niby jak?
- Po prostu bądź...
Lubię deszczowe dni, spędzane w samotności na czytaniu. Dni wytchnienia od wszystkiego, kiedy czuję w sobie tą wenę do pisania i rysowania, do myślenia o życiu. Dni kiedy jestem tylko ja, sama ze sobą. Czasami trzeba złapać oddech. To ludzie dają mi życie, aczkolwiek każdy chciałby czasem pobyć sam ze sobą, lepiej poznać swoje wnętrze, nie stymulowane otoczeniem. Jednak...
Bardzo chciałabym się przytulić do chłopaka w męskiej, pachnącej bluzie, mięciutkiej i dużej. Nie do byle jakiego chłopaka, do Tego Konkretnego. Poczuć, że jemu też podoba się ta chwila, że ja też mogę dać komuś radość takim zwykłym gestem. Ech... Dobrze jest mieć do kogo tęsknić. Wtedy przynajmniej sensem życia jest czekanie.
Napisałam wczoraj w nocy wiersz (właściwie, to dziś, bo było to o 24:21), jednak opublikuję go wieczorem, lub jutro.
Dziękuję wszystkim czytającym.
Życzę miłego dnia.
Oby spędzonego w towarzystwie za dużych męskich bluz, czarnych kotów lub dobrych książek :).
Pa ^^
piątek, 24 maja 2013
Tajemnica, koszmar i matematyka
Witam.
23:09. Godzina, kiedy to uczucia przemawiają, zamykając usta rozumowi. I tak się będzie działo do rana. Noc to magiczny czas.
Mam złe przeczucie. Czy osoba, która jest mało tolerancyjna, jest w stanie zaakceptować wszystko, nawet przeszłość osoby, którą cóż... bardzo lubi? Jak by nie było, przeszłość to przeszłość, ale to ona mnie ukształtowała i to dzięki niej jestem teraz taka, a nie inna. W sumie nie zrobiłam nic przerażającego - przecież nikogo nie zabiłam, nie okradłam, nie pobiłam... Jednak czuję, że to by było za dużo. Czuję, że nie mogę otworzyć się całkowicie, bo narażę się na... śmiech. Człowiek, który przez coś nie przeszedł, nie zrozumie? Zrozumie, jeśli jest wrażliwy. Co, jeśli nie jest...
Lepiej milczeć. I tak wie już dużo.
Trochę ciężko się domyślić o co mi chodzi, ale robię to w pewnym sensie celowo. Żebyście się zastanowili, czy wy też chowacie w sercu jakąś tajemnicę, która momentami bardzo wam ciąży, jednak boicie się odrzucenia, wyśmiania.
Zastanawiam się, dokąd mnie prowadzi moje życie, o co w tym wszystkim chodzi i jaki sens ma moja egzystencja. Ostatnio coraz częściej o tym wszystkim myślę.
Dziwnie się czuję, doprawdy, jakbym miała wyrzuty sumienia. Może za mało śpię. Tak, zdecydowanie, powinnam to zmienić.
Dziś mam zamiar zamieścić tu wiersz, który napisałam 11.04.2013. Życzę miłego czytania.
KOSZMAR
Czerń,
Krew,
Strach.
Urywany oddech,
serce pokryte sadzą.
Lęk wypełniający źrenice,
smak przerażenia na suchych wargach.
Samotność.
Ostatnie promienie czarnego słońca,
chowającego się za chmurą bólu.
Najgorsza śmierć z możliwych,
śmierć duszy.
Gnijące ciało.
Bezradne ręce,
wargi szepcące bezsensowne zdania,
beznadzieja rozpychająca żyły,
chęć ucieczki,
która nie ma już sensu.
Nagle wstajesz.
Otwierasz zasnute przerażeniem powieki.
Nadzieja znów wpełza do serca.
Uśmiech znajduje drogę do ust.
Ulga napełnia przestrzeń między żebrami.
Sen.
To był sen.
Tylko, czy aby
rzeczywistość nie jest gorsza?
Czy potrafisz oddychać powietrzem
przesyconym ołowiem,
fałszywymi przyjaciółmi,
bólem?
Oprzytomnij!
Wiesz dobrze, że życie
to koszmar.
Jeszcze taka końcowa refleksja nie na temat. Wiecie, czemu nie lubię matematyki? Nie ma w niej miejsca dla wyobraźni, są jasno określone regułki, logika, porządek. Moim życiem natomiast rządzi przypadek, emocje, niespodziewane zdarzenia, które w matematyce nie mają racji bytu.
Przypadek... Zdarzenia losowe?
Mimo wszystko nie przepadam za matmą, ludzie chcieliby wszystko nią wyjaśnić, pcha się gdzie popadnie. Nie wszystko można jednak wytłumaczyć liczbami, niektóre rzeczy trzeba poczuć. Duszą, nie umysłem. Sercem.
Nie wiem, jakiej piosenki posłuchać na dobranoc.
23:44, dopiero, co ja zrobię z tym czasem?
Życzę miłych snów, odmiennych od tego z wiersza.
Dobranoc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




